Potomka nazistowskich zwyrodnialców nie mającego prawa uczyć nas demokracji (wicemister obrony narodowej B.Kownacki), winnego Polsce przynajmniej bilion amerykańskich dolarów (minister M. Błaszczak), panoszącego się arogancko w Europie i spiskującego przeciw potężnej Polsce wstającej z kolan.
Zaraz po tym jak J. Kaczyński zapowiedział dyskusję o reparacjach wojennych, czołowi działacze PiS rozpoczęli licytację, kto wyżej wyceni nierozliczone straty wojenne lub bardziej obrazi sąsiadów zza Odry. A Ci z coraz większym zdumieniem obserwują poczynania polskich polityków.
Podobnie jak z odzyskaniem wraku tupolewa, antyniemiecka narracja prowadzona jest na użytek wewnętrznej propagandy PiS-u. J. Kaczyński nie podejmie prawnych kroków egzekwujących od Niemiec jakiekolwiek wpłaty. Wie, że przegrałby z kretesem.
Metoda „na Niemca“ ma dwa cele:
Po pierwsze: stworzyć w społeczeństwie kolejną linię podziału – na niemieckich kolaborantów sprzeciwiających się walce o to, co się Polsce należy oraz prawdziwych patriotów, którzy podpalą świat, byle tylko udowodnić, że mają rację.
Po drugie: przygotować grunt legitymizujący przyszłe porażki PiS na arenie międzynarodowej.
- Komisja Europejska rozpoczyna przeciw Polsce drugi etap procedury praworządności,
- Trybunał Sprawiedliwości UE prowadzi przeciw Polsce sprawę bezprawnej wycinki Puszczy Białowieskiej,
- coraz więcej państw członkowskich przyłącza się do koncepcji utworzenia odrębnego budżetu i wspólnego ministerstwa finansów dla krajów strefy euro,
- pragmatyczny Viktor Orban właśnie oświadczył, że Węgry przyjmą niewielką liczbę uchodźców,
- Rumunia planuje już w 2020 roku wejść do strefy euro,
- Grupa Wyszehradzka jasno definiuje swoje interesy w dalszej integracji z Unią,
- archaiczna koncepcja Trójmorza istnieje wyłącznie w głowie Kaczyńskiego.
Tak wygląda nasze otoczenie.
Kaczyński, jak pokazują ostatnie dwa lata, może wiele. Nie może natomiast jednego – nie przesunie Polski na mapie.
Czy się to pisowskim aparatczykom podoba czy nie, ponad 70 lat po zakończeniu II wojny światowej Niemcy - jedna z największych gospodarek i jedno z najpotężniejszych państw świata, są naszym bezpośrednim sąsiadem i najważniejszym partnerem handlowym. Nie zastąpią ich ani Chiny, ani Stany Zjednoczone, ani żadne inne państwo.
Większość porażek Polski, o których uczymy się na lekcjach historii wynika z tego, że nie potrafiliśmy zawierać skutecznych sojuszy.
Nasze członkostwo w Unii i w NATO to pierwsze od wieków sojusze dające Polsce prawdziwe bezpieczeństwo militarne i szanse na rozwój gospodarczy. Nie byłoby ich bez wsparcia Niemiec.
Polska racja stanu wymaga, by budować silną, powiązaną z europejskimi partnerami gospodarkę i z największą troską dbać o nasze sojusze. W 1989 roku Polska osiągała około 30 % PKB na głowę w stosunku do średniej w Unii. Po 28 latach demokracji i dobrej współpracy z naszymi europejskimi partnerami (do czasu rządów PiS) wskaźnik ten wynosi około 70 %.
To prawda, że kiedy rząd PRL-u w 1953 roku rezygnował z dochodzenia reparacji wojennych, Polska znajdowała się pod kontrolą Związku Radzieckiego. Ale jeżeli zaczniemy używać tej argumentacji wobec niepodległego w świetle międzynarodowego prawa państwa – a takim była wówczas Polska Rzeczpospolita Ludowa, to znaczy że wszystkie inne umowy zawarte przed rokiem 1989 również mogą być kwestionowane. W tym przebieg polskich granic na Odrze i przynależność Warmii, Mazur, Gdańska, Szczecina, Wrocławia oraz wielu innych terenów. Ponadto, rządy polskie - również te demokratyczne - kilkukrotnie potwierdzały, że kwestia reparacji niemieckich jest zamknięta.
Bezdyskusyjną prawdą jest skala zniszczeń, jakich doznała Polska ze strony nazistowskich Niemiec oraz niepoliczalność cierpienia i krzywd, jakie wyrządzono polskim obywatelom.
Tyle że nie cofniemy ani historii, ani decyzji podejmowanych przez polskie rządy, które przez brak skutecznych sojuszy nie były w stanie zapewnić nam stosownych reparacji.
Dzisiaj, 72 lata po zakończeniu II wojny światowej musimy patrzeć w przyszłość i umiejętnie budować naszą gospodarkę oraz pozycję w Europie. Bezskuteczne awantury o przeszłość, choćby najbardziej bolesną, nie zapewnią pracy i bezpieczeństwa naszym dzieciom, ani nie zapewnią nam wpływu na to, co się wokół nas dzieje.
Możemy to osiągnąć wyłącznie strategicznym myśleniem, integracją i tworzeniem silnych, długotrwałych sojuszy.
Rząd PiS nie posiada tej umiejętności, czego skutki zaczniemy wkrótce odczuwać. Zniszczone sojusze i nadszarpnięte zaufanie naszych niemieckich i europejskich partnerów będziemy odbudowywać przez długie lata.
