TKM, czyli ile stracimy zanim znikną „Misiewicze“

Jakie kwalifikacje są potrzebne, by w 38-milionowym kraju dostać posadę szefa, członka zarządu lub członka rady nadzorczej największych polskich spółek z udziałem skarbu państwa? Żadne. Wystarczy znajomość z prezesem PiS, pożyczka dla prezesa PiS lub usłużność wobec któregoś z jego bliskich współpracowników. I całkowita dyspozycyjność za cenę miliardowych strat, kompromitacji i ewentualnych zarzutów prokuratorskich.

1. Bartłomiej Misiewicz – lat 26, protegowany Antoniego Macierewicza. Najsłynniejszy „aptekarz“ w Polsce, członek rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej, bez wyższego wykształcenia i praktyki w zarządzaniu w tak strategicznej branży jak obronność kraju.
2. Wojciech Jasiński - zna J. Kaczyńskiego z okresu młodości. Prezes PKN Orlen, najbogatszej spółki Skarbu Państwa, były członek PZPR, bez doświadczenia w strategicznej dla kraju branży.
3. Janina Goss – pożyczyła J. Kaczyńskiemu 200 tys złotych. Członek rady nadzorczej PGE największej spółki energetycznej, była pracownica "Społem", bez doświadczenia w branży strategicznej dla bezpieczeństwa energetycznego kraju.
4. Violetta Lilianna Mackiewicz-Stasiak – pielęgniarka domu opieki społecznej, kierowała klubem Gazety Polskiej w Wejherowie. Członek rady nadzorczej spółki Energa – Operator, bez wykształcenia wyższego i doświadczenia w zarządzaniu spółkami w branży.

Jestem pełen szacunku dla każdego z zawodów wykonywanych przez powyżej wskazanych oraz całej reszty „Misiewiczów“, których wysyp obserwujemy w Spółkach Skarbu Państwa. Nie zmienia to faktu, że pielęgniarka powinna zajmować się chorymi, pracownik apteki dbałością o wydawanie lekarstw, a przewodnicząca koła prawicowej gazety dbałością o czytelników. Jeśli ktokolwiek zechce zarządzać spółkami o wielomilionowych, a nawet miliardowych wycenach i strategicznym dla kraju znaczeniu, najpierw powinien wykazać stosowną wiedzę, kompetencje i praktyczne doświadczenie w branży, w której działalności się podejmuje, a dopiero po tym fakcie wyrabiać stosowne wizytówki.

Niedopuszczalny jest odwrotny kierunek, gdy „kompetencje“ zdobywa się po znajomości, na żywym organizmie generującym dla obywateli wielomilionowe zyski lub straty, które decydują o wpływach do budżetu państwa i zdolności do realizacji zobowiązań finansowych wobec obywateli.

Otoczenie J.Kaczyńskiego urządziło się naszym kosztem. W przypadku spółek z udziałem skarbu państwa obecny rachunek to prawie 7 mld złotych. Tyle straciły podmioty pod kierownictwem „fachowców“ z PiS. Aż 3 mld złotych to spadek wartości udziałów Skarbu Państwa. A to dopiero niespełna rok władzy „dobrej zmiany“...

Nowoczesna jako pierwsza rozpoczęła precyzyjny monitoring zawłaszczania Spółek Skarbu Państwa przez kolesiowskie sitwy niekompetentnych „znajomych królika“. Nasza akcja Sygnalista rozpoczęta w kwietniu tego roku pozwoliła zgromadzić ponad 200 nazwisk z całego kraju. Na adres mailowy akcji wciąż spływają kolejne zgłoszenia.
Po 8 głodowych latach w opozycji poplecznicy J. Kaczyńskiego są żądni wpływów, prestiżu i kasy. Zaspokajają ten głód w tak skandaliczny sposób, że w końcu poleciała głowa ministra skarbu D. Jackiewicza.

Jednakże, to nie minister powinien się tłumaczyć jako główny winowajca. Jego dymisja jest propagandowym chwytem, którym J. Kaczyński próbuje odsunąć od siebie odpowiedzialność za wielomiliardowe straty i oburzenie społeczeństwa. Prezes PiS doskonale wie, co dzieje się w poszczególnych resortach, zwłaszcza tam gdzie intratnymi posadami nagradzana jest dyspozycyjność.

Spółki Skarbu Państwa często padały łupem polityków. Ale obecna skala ich zawłaszczenia jest bezprecedensowa. Pod kontrolą PiS znajduje się ponad 500 takich spółek, z czego tylko podmioty notowane na warszawskiej giełdzie (jest ich kilkanaście) mają wartość blisko 150 mld złotych. Kierują nimi osoby całkowicie pozbawione kompetencji i doświadczenia. Pogarszająca się w dramatycznym tempie kondycja tych spółek jest smutnym uzupełnieniem „ekonomicznej efektywności“ działaczy PiS widocznej w przypadku aukcji w stadninie koni w Janowie Lubelskim.

Jednym z zadań, jakie nas czeka jest cofnięcie wszystkich, dokonanych w myśl zasady TKM nominacji, które nie zostały oparte na wiedzy i doświadczeniu. Odkręcanie ekonomicznych skutków kadrowej jazdy bez trzymanki będzie wymagało lat i ciężkiej pracy.
Trwa ładowanie komentarzy...