Zamiast wypracowanej emerytury – rozczarowanie i długi

Nie wiem, co w przypadku propozycji obniżenia wieku emerytalnego jest lepszym wariantem rzeczywistości: hipokryzja czy ignorancja. Połączenie obydwu to bomba z opóźnionym zapłonem, na którą wsadza nas Prezydent. Jej skutki będą usuwane latami przez kolejne ekipy rządzące.

Bo stanowisko PiS-u we wszystkim jest jasne: po nas choćby potop, Panowie.
Miliard, bilion, co za różnica? Nie ma rzeczy niemożliwych.
Sky is the limit...

Czego statystyczny obywatel dowiaduje się o obniżeniu wieku emerytalnego z rządowej propagandy? Że będzie mógł wcześniej cieszyć się zasłużoną emeryturą, z bezpłatnym dostępem do leków, żyjąc w kraju mlekiem i miodem płynącym. Nie jest łatwo powiedzieć tym ludziom: na miód i mleko będzie stać zaledwie garstkę z Was.

Bo Prezydent i rząd taktycznie przemilczają kilka „drobiazgów“:

1. To, że dzięki prezydenckiej propozycji obniżenia wieku emerytalnego przyszłe zadłużenie państwa astronomicznie wzrośnie, a przyszłe świadczenia dla emerytów dramatycznie spadną.

2. To, że koszty obniżenia wieku emerytalnego, w zmanipulowany sposób, podawane są zaledwie do roku 2019. A przecież po roku 2019 emeryci nie znikną z Polski, co więcej, będzie ich gwałtownie przybywać. Coraz mniejsza grupa pracujących Polaków będzie zmuszona finansować coraz większą sumę świadczeń dla emerytów.

Przy rosnącej grupie emerytów wypłaty dla każdego z nich będą zbyt niskie, by zapewnić godne życie. Krótszy staż pracy, dziś przedstawiany jako troska Prezydenta o obywateli, oznacza niższe oszczędności emerytalne, dłuższy okres wypłaty świadczeń, a tym samym niższe emerytury.

3. Obecnie na jednego emeryta przypada 4,2 osób zdolnych do pracy. Ta liczba w 2030 roku spadnie do 2,6 osób, a w 2060 do 1,5 osoby. Ci pracujący, na skutek pogarszających się wskaźników demograficznych i niższego wzrostu gospodarczego, będą mieć niższe wynagrodzenia i większe trudności ze znalezieniem pracy. Jak mają udźwignąć obciążenia, którymi prezydencki projekt chce ich uszczęśliwić?

4. Propozycja obniżenia wieku emerytalnego szczególnie uderza w kobiety. Według szacunków z roku 2012, kobieta urodzona w roku 1974, która rozpoczęła pracę w wieku 24 lat za przeciętne wynagrodzenie, przechodząc na emeryturę w wieku 67 lat otrzyma emeryturę w wysokości 3503,68 zł, a przy emeryturze wcześniejszej (60 lat) tylko 2032,65 zł. Jej świadczenie zmaleje zatem o 42%. W przypadku mężczyzny przechodzącego na emeryturę w wieku 65, a nie 67 lat, emerytura spadnie tylko o 20%.

Jakie prawdziwe koszty reformy przemilcza zatem Prezydent w imię doraźnego interesu politycznego?

* 140 mld zł obciążenia dla państwa do roku 2025,
* 250 mld zł do roku 2030,
* 1,07 biliona zł do roku 2050.

Tyle będzie musiało dodatkowo dopłacić państwo – czyli my wszyscy w formie różnego rodzaju podatków - w celu załatania tzw. dziury w ZUS. Długookresowo prezydencka ustawa jest więc ekonomiczną bombą atomową.

Proponuję zatem, by Prezydent zaczął szybko szukać tego biliona złotych, który według deklaracji PiS z kampanii wyborczej leży na ulicach. Będziemy go potrzebować.

Nawet przy pewnej woli zrozumienia interesu politycznego PiS, walki o elektorat i wewnętrznych zobowiązań partyjnych, nie potrafię zaakceptować cynicznej manipulacji ludzką nadzieją na wcześniejszą emeryturę bez dopowiedzenia, że w konsekwencji tych działań jej wysokość będzie niewystarczająca do godnego życia.

Zamiast równać do powszechnie stosowanych standardów, jakimi jest podwyższanie wieku emerytalnego przez pozostałe kraje europejskie, wyważamy drzwi, za którymi jest tylko finansowa przepaść.

Czy to chcemy zostawić po sobie naszym dzieciom?
Długi, brak perspektyw i rozczarowanie dzisiejszą krótkowzrocznością?
Czy to samo chcemy sobie zafundować na czas starości?
Trwa ładowanie komentarzy...