Polexit nie wymaga referendum. Wystarczy polityka Jarosława Kaczyńskiego

To średnio komfortowe uczucie, gdy będąc na stacji kolejowej uświadamiamy sobie, że właśnie odjechał ostatni pociąg... Polska jest jak pasażer oczekujący z kilkunastoma innymi na peronie. Za chwilę ten pociąg nadjedzie i trzeba szybko podjąć decyzję: czy wsiąść do niego jak pozostali, czy zostać z krzykiem, że wagony niewygodne, a maszynistą powinien być Jarosław Kaczyński.

Ach, prawda... Po długim okresie osamotnienia na stację wjedzie jeszcze jeden pociąg. Oznakowany cyrylicą, znacznie mniej bezpieczny i komfortowy.

Nie wierzę, że pogrążony w książkach historycznych Jarosław Kaczyński nie jest świadomy tego faktu. Nawet, jeśli nie rozumie współczesności, to w historii znajdzie wystarczająco dużo przykładów, czym kończy się izolacja państwa o takiej lokalizacji i uwarunkowaniach historycznych jak Polska.

Zaryzykuję tezę, że Jarosław Kaczyński jest świadomy skutków prowadzonej polityki. Tyle, że o nie nie dba, skoncentrowany na własnej misji: zemście za wyimaginowane krzywdy i brak oczekiwanego autorytetu oraz obsesji napisania od nowa historii Polski, w której odegra znacznie większą rolę niż w rzeczywistości.

Do realizacji tej misji J. Kaczyński potrzebuje Polski słabej, zmarginalizowanej, pozbawionej zainteresowania europejskich partnerów, Polski, w której bezkarnie będzie mógł wprowadzać demokraturę, łamać prawo oraz nadwyrężać gospodarkę i budżet w celu spełnienia populistycznych obietnic zatrzymujących elektorat. Jednocześnie prezes spodziewa się, że szeroki strumień unijnych pieniędzy będzie płynął jak dotychczas.

Nie będzie.

Brexit oznacza zmniejszenie wpływów do unijnej kasy. Wkład Wielkiej Brytanii stanowi około 12 proc. całości, a więc bardzo dużo. To oznacza cięcia finansowe i rewizję dotychczasowego rozdziału unijnych środków. Państwa, które w takim momencie nie podejmą prawdziwych działań integracyjnych, przestaną być wiarygodnymi partnerami dla tych, którzy chcieliby silnej i sprawnej Unii.

Struktury europejskie być może działają powolnie, ale kiedy już zaczną, okazuje się, że skupiają polityków skutecznością i doświadczeniem bijących na głowę Jarosława Kaczyńskiego. Litościwie przemilczam tutaj kompetencje Pani Premier i ministra Waszczykowskiego.

Celem europejskich przywódców jest jak najszybsze określenie zasad wyjścia Wielkiej Brytanii ze struktur UE. Nie można pozwolić na potęgowanie niepewności w Europie, ani stwarzać iluzji braku odpowiedzialności i rozmycia działań w czasie dla niektórych polityków europejskich podążających dziś śladami Davida Camerona.

Populiści liczący na opieszałość Europy i długotrwały stan zawieszenia po Brexicie otrzymują od przywódców unijnych „zimy prysznic“.

Jarosław Kaczyński i politycy PiS używający demagogii i konfliktujący się z instytucjami unijnymi, oczekując jednocześnie pełni benefitów wynikających z członkostwa w UE, wkrótce podobnego „zimnego prysznica“ doświadczą.

Integracja europejska jest faktem dokonującym się ewolucyjnie od dziesięcioleci. W formie umów akcesyjnych, międzynarodowych porozumień i stowarzyszeń. Najlepszym przykładem jest wspólna waluta - euro. Wprowadzenie do jej strefy kolejnych państw nie wymaga zmiany traktatu, to spokojny, rozłożony na lata proces. Takich jest bardzo wiele.

Integracja europejska, wbrew populistycznym hasłom powtarzanym w ostatnich dniach, nie oznacza utraty narodowości, języków ani kultury poszczególnych państw. Niemcy nie zrzekną się na rzecz Francuzów swojej narodowości, kultury ani języka. Francuzi, ani żaden inny naród nie zrzeknie się tego na rzecz Niemców.

Ideą integracji jest takie związanie swoich członków wzajemnymi przywilejami i obowiązkami, aby zawsze korzyść uczestnictwa była większa niż pozostanie z boku. Propozycje Jarosława Kaczyńskiego, by w odpowiedzi na Brexit stworzyć nowy traktat i Unię opartą o państwa narodowe to najlepszy sposób na jej osłabienie i wewnętrzne skonfliktowanie. Odpowiedzialność za obywateli 27 państw członkowskich nakazuje, by kryzys związany z Brexitem rozwiązać na gruncie istniejącego prawa. A dopiero później, mając możliwość oszacowania skutków wyjścia państwa członkowskiego z UE, można rozważać zmiany traktatowe. Łączenie tych działań oznacza chaos, który osłabi Europę.

Poprzednia idea wspólnoty państw narodowych, do której odwołuje się Jarosław Kaczyński, przetrwała zaledwie dwie dekady i skończyła się II wojną światową. Takie propozycje cofają Unię o dziesięciolecia i są niebezpieczne.

Polska jest dziś osłabiona dotychczasową polityką rządu i pozbawiona sojuszników na arenie międzynarodowej.

Obecny rząd nie zadba skutecznie o swoich obywateli mieszkających na Wyspach i w innych krajach europejskich. Nie wywalczy pełnoprawnego przejazdu naszych TIR-ów przez Europę. Nie zadba o interesy ok. 1,5 mln rolników, którzy są jednymi z największych beneficjentów Unii, ani o prawie 2 mln przedsiębiorców, z których wielu, dzięki unijnym środkom i otwartemu rynkowi, konkuruje dzisiaj z sukcesem na zagranicznych rynkach. Te benefity na skutek względnie rozsądnej polityki zagranicznej poprzednich ekip rządzących są dziś dla nas tak oczywiste, że przestaliśmy je zauważać. A sporą część z nich możemy stracić...

Jeżeli polski Rząd ma poczucie odpowiedzialności za miliony polskich obywateli, powinien wykonać następujące działania:

1. Zakończyć ciągłe konfliktowanie się z przywódcami i organizacjami unijnymi.
2. Przywrócić praworządność w Polsce.
3. Rozpocząć poważny dialog w sprawie większej integracji Polski z Unią, w tym przystąpienia do strefy euro.
4. Rozpocząć rzetelną debatę w Polsce o Unii i jej znaczeniu dla zwykłego obywatela. Powołać Narodową Radę Integracji Europejskiej, która działała już w okresie negocjacji i przystępowania Polski do UE.

Budowa „polskiej potęgi“ opartej o Grupę Wyszehradzką (której część członków już jasno określiła swoje priorytety dalekie od wsparcia dla Polski) oraz tzw. Międzymorze powinna trafić między bajki.

To nie Gra o Tron ani Władca Pierścieni.

To rzeczywistość, w której realne konsekwencje działań polityków ponoszą zwykli ludzie. W tej rzeczywistości każdy Polak zapłaci rachunek za działania rządu. W przypadku niewykorzystania szansy na dołączenie do silnej Europy, rachunek będzie bardzo wysoki i spłacany przez lata.

Rozczarowanie społeczeństw Unią Europejską wynika z dwóch rzeczy:
1. braku wiedzy o znaczeniu i mechanizmach funkcjonowania Unii, za co ponoszą odpowiedzialność systemy edukacyjne i media;
2. populizmu polityków i ich oderwania od rzeczywistości, co skutkuje utratą społecznego zaufania do elit.

Politycy grający na antyunijnych nastrojach dokonali sprytnego zabiegu: zeuropeizowali narodowe porażki i unarodowili europejski sukces. W takich warunkach nastroje społeczne łatwo wymykają się spod kontroli.

Ewentualny Polexit nie potrzebuje kampanii antyunijnej i referendum. Będzie rozłożony w czasie, bez obecności Polski na pierwszych miejscach światowych serwisów informacyjnych. Miesiąc po miesiącu będziemy coraz bardziej odizolowani od europejskich ośrodków decyzyjnych, strumienia finansowego oraz wpływu na losy kontynentu, w którego centrum się znajdujemy.

Pociąg właśnie wjeżdża na stację. Współoczekujący przygotowują się do podróży. Polska, póki co, stoi i krzyczy.
Trwa ładowanie komentarzy...