O autorze
Ryszard Petru to wrocławianin i ekonomista z ogromnym doświadczeniem. W Banku Światowym zajmował się reformą finansów publicznych, polityką regionalną i klimatem inwestycyjnym. Był przewodniczącym Towarzystwa Ekonomistów Polskich oraz współpracował z Forum Obywatelskiego
Rozwoju. Jest autorem szeregu publikacji na tematy gospodarcze, a także współtwórcą książki "Koniec Wolnego Rynku? Geneza kryzysu". Zasady ekonomii doskonale tłumaczy nawet dzieciom, czego dowodem są jego książki dla najmłodszych.
Dziś Ryszard Petru to lider partii politycznej Nowoczesna, która daje nadzieję na to, że już
wkrótce będziemy żyć w nowoczesnym i dobrze zarządzanym kraju. Jego plan uzdrowienia państwa i gospodarki pokazuje, że Polskę można zorganizować lepiej za te same pieniądze.

Samokrytyka

Muszę przyznać, że przez ostatnie dwa dni nie śledziłem zbyt uważnie sytuacji w Polsce, a w szczególności tego, jak ją przedstawiają media narodowe. Nie chcę zrzucać winy na gospodarzy, Fundację Friedricha Naumanna, ale miałem trochę zbyt napięty harmonogram spotkań w Berlinie.

Szczęśliwie wracam już do kraju i właśnie dowiedziałem się, że nieoceniony redaktor Pobudzin poinformował w Wiadomościach, iż do Berlina pojechałem, aby "donosić na Polskę". Przenikliwość pana redaktora jest jak zwykle porażająca. Muszę zatem dokonać auto da fe (bardziej swojsko: samokrytyki). Wyznaję zatem publicznie, iż przebywając w dniach 21 i 22 kwietnia 2016 roku w stolicy Republiki Federalnej Niemiec powiedziałem, że:

- Polska to nie Węgry, a Warszawa to nie Budapeszt, czym podważyłem najważniejsze sojusze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej... nie, chyba już nie Ludowej.
- Sytuacja w Polsce to "tymczasowe zamieszanie", czym podważyłem zaufanie do lidera wiodącej partii politycznej w Polsce.
- Wygramy wybory i przywrócimy porządek konstytucyjny w Polsce, co wypełnia znamiona próby odsunięcia od władzy partii rządzącej.
- Polski rząd zamierza zdzierać z każdej rodziny po 15 złotych miesięcznie na propagandę uprawianą przez Jacka Kurskiego, czym podniosłem poziom adrenaliny u redaktora Pobudzina i czego żałuję w sposób szczególny.

Wszystko to świadczy o mojej intencji szkodzenia Polsce, czego bardzo żałuję. Mam nadzieję, że moje szczere wyznanie i chęć poprawy umożliwią dostąpienie przebaczenia u redaktora Pobudzina.

Ulżyło.

Żarty żartami, ale sytuacja w Europie jest poważna i tego dotyczyła większość moich spotkań w Berlinie. Powiedzmy szczerze - Niemcy patrzą uważnie na sytuację w naszym kraju nie z powodu sympatii, bądź kierowani historycznymi urazami. Widzą ją w kontekście europejskich kryzysów. A Europa, co powiedziałem w Allianz Forum, jest dzisiaj na krawędzi.


Dzisiejsza Europa została wymyślona po II Wojnie Światowej. Ten kształt zapewnił Europejczykom pokój i dobrobyt, które w I połowie XX wieku nie występowały w nadmiarze. Kierunek ten był utrzymywany, a integracja pogłębiana przez pokolenie urodzone po wojnie. Taka Europa była obiektem marzeń i aspiracji mojej generacji Europejczyków mieszkających na wschód od linii Szczecin - Triest. I aspiracje te udało się zrealizować.

Dzisiaj jednak Unia Europejska, która jest istotą projektu europejskiego znajduje się w kryzysie. A właściwie w kilku poważnych kryzysach jednocześnie - ekonomicznym, demograficznym, walutowym, w kryzysie wartości i przywództwa.

Nadszedł czas na oddanie sterów nowemu pokoleniu. Nie tylko w Europie, ale także w Polsce. I to był główny przekaz, z jakim do Berlina pojechałem. Dlaczego? Skala wyzwań, które przed nami stoją, wymaga szeregu cech, których pokolenie polityków osiągających dzisiaj wiek emerytalny nie ma i mieć nie może.

Po pierwsze, nie można być mentalnym niewolnikiem przeszłości. Pamiętając o niej trzeba być w stanie zaprojektować nową przyszłość.

Po drugie, trzeba być w stanie wyjść poza utarte etykiety i kalki polityczne. Potrzebujemy dzisiaj rozwiązań dobrych, a nie jedynie chadeckich, socjalistycznych, liberalnych, czy konserwatywnych.

Po trzecie, trzeba mieć energię, a nie być zmęczonym ciągłym gaszeniem pożarów.

Po czwarte, trzeba rozumieć problemy i język pokolenia 20 oraz 30-latków. To oni są dzisiaj w najtrudniejszej sytuacji, to ich zaangażowanie i wiara w projekt europejski są dzisiaj konieczne.

Po piąte wreszcie, trzeba chcieć patrzeć w przyszłość za 40 lat. Powiedzmy sobie szczerze - trudno o taką refleksję u osób mających dzisiaj 60 lat.

W Europie nadszedł czas na zmianę. Tylko nie nazywałbym jej "dobrą zmianą", bo możemy Europejczyków wystraszyć.
Trwa ładowanie komentarzy...